Jakiś fotograf niby ślubny
Desperaci mogą zabrać ze sobą notebooka, wielu z nich uda się nawet bezpiecznie wrócić z nim do domu, lecz każdy chyba się zgodzi, że jest to pomysł daleki od ideału. Zamiast dźwigać duży i ciężki komputer albo rujnować budżet na kolejne karty flash, przydałoby się niewielkie urządzenie o rozmiarach porównywalnych do telefonu komórkowego, tanie, wyposażone w bardzo pojemną pamięć. Można by do niego kopiować co pewien czas zawartość nośnika wyjętego z aparatu, a po powrocie do domu przenieść wszystkie zdjęcia na dysk twardy komputera.
Pierścieni użyjemy tylko w drogim aparacie, ale są jakiś fotograf niby ślubny nietanie, a dodatkowo bardzo przyciemniają obraz. Pełny ich zestaw, dający na matrycy skalę odwzorowania 1:1, powoduje utratę jasności odpowiadającą zamknięciu przysłony o dwie wartości. Przy zdjęciach makro głębia ostrości liczy się w pojedynczych milimetrach, zatem jej właściwe ustawienie jest bardzo istotne. Problem z ostrością jest poważny - w "cyfrakach" musimy ją kontrolować na wyświetlaczach LCD, w których często wymiar pojedynczego piksela jest większy niż zauważalna nieostrość konturów na zdjęciu.
Po pierwsze: nie szkodzić Załóżmy, że mamy już kolekcję zdjęć z własnych sesji fotograficznych, zeskanowanych fotografii lub serwisów WWW. Chcemy te zdjęcia poddać edycji, a następnie pokazać innym. Pierwszym krokiem zawsze powinno być utworzenie archiwum zawierającego oryginały przed obróbką. Katalogujemy zasoby i zakładamy na dysku katalog \Oryginały lub nagrywamy archiwum na płytę CD. Nigdy nie wiadomo, do czego może się ono przydać - dzisiejsze "ogromne" i "zawierające nadmiar niepotrzebnych szczegółów" zdjęcia już wkrótce mogą się okazać dość prymitywnymi obrazkami o przeciętnej jakości.. Norka przyjemna sakralnie konsumuje smaczne przekonania.